środa, 15 stycznia 2014

Sypnęło...

W końcu mogliśmy zamienić ciastolinę na śnieg.



Przepraszam, ale musiałam włączyć weryfikację obrazkową przy dodawaniu komentarzy. Ostatnio spamerzy stali się bardzo aktywni.

piątek, 10 stycznia 2014

Tu dziergam...

Pimposhka ogłosiła niedawno, że szuka inspiracji do urządzenia swojego kącika do dziergania. Dołączam więc do pospolitego ruszenia i pokazuję swoje mając jednocześnie świadomość, że moje miejsce, w którym oddaję się uprawianiu hobby, jest mało inspirujące. Otóż ostatnio często dziergam siedząc na podłodze obok bawiącej się Łucji. To znaczy oficjalnie bawimy się razem, ale córka ma ani myśli dzielić się ze mną zabawkami. Przynoszę więc własne. Jej to nie przeszkadza, toteż tak właśnie spędzamy razem czas.
Żebyście się nie martwiły, że złapię wilka od siedzenia na podłodze, spieszę wam donieść, iż mam wydzielony kącik do dziergania. 


Fotel przywędrował z nami ze starego mieszkania, stolik nocny takoż. W koszyku mam aktualną robótkę, zapas drutów, żyłek, malutkie kłębki (pozostałości po skończonych projektach), nożyczki i temperówkę, bo przecież zawsze muszę być gotowa spełnić prośbę córki: "Mama musi tempelować Łucji kledkę". W kartonach znajduje się oczywiście włóczka. Niestety ów kącik jest usytuowany w sypialni i od kilku tygodni z niego raczej nie korzystam. A jeśli już się zdarzy, to tylko w ciągu dnia, bo nie dorobiłam się jeszcze własnej lampki, a przy górnym świetle to ja nie dziergam.
A kiedy Łucja zaśnie wieczorem, zabieram swój koszyczek i siadam sobie po prostu na jednym z końców narożnika w "salonie". Kiedyś tu powstanie moje miejsce do dziergania...