wtorek, 26 czerwca 2012

Co tam u nas?

Wiecie, jak ja tęsknię za drutami? Dziecię me jedyne jest niesamowicie absorbujące. Trza je nieustannie zabawiać, bo lekarze źli w rozwórkę Koszli je wsadzili na dwa miesiące i tym samym utrudnili fikanie. Więc matka i ojciec (ten popołudniami) dwoją się i troją, żeby rozrywek dziecku dostarczać. Na szczęście dysplazja zdaje się cofać i przed nami jeszcze tylko jakiś miesiąc względnych ograniczeń. Uff. 
Młoda rośnie jak na drożdżach. Pierwsze sweterki, jakie dla niej zrobiłam już są za małe :-) A ja nauczona już doświadczeniem machnęłam "szybko" (taa, ponad miesiąc znowu) kolejny z Meduzy, która została mi po wyprodukowaniu misiowego kocyka. Wzór to Eyelet Yoke Baby Cardigan Carole Barenys poddany małym modyfikacjom. Z rozmiarem udało mi się trafić idealnie - 6 miesięcy, więc Łucja trochę go ponosi.





Jak widzicie Łucja kocha aparat.


Ponieważ dobrze jest móc zająć czymś ręce wieczorami (o ile wcześniej nie padnę na twarz), to zabrałam się za kolejny kocyk dla córki. To będzie największy projekt szydełkowy jaki zrobię. Idzie mi dość mozolnie, bo do tej pory jakoś nie było mi po drodze z szydełkiem. Do tego zaczynając każdy kolejny rządek, pytam samą siebie, dlaczego nie zrobiłam go będąc w ciąży? Dlaczego naiwnie myślałam, że jeden kocyk memu dziecku wystarczy? Na szczęście misiowy szybko schnie :-) I tak papugując wzory i włóczki od Lete i Izuss1 rozpoczęłam pracę nad Zygzakowym. Oto stan sprzed kilku dni. Dziś skończyłam pierwszy motek.



Pozdrowienia dla wszystkich zaglądających do nas!