wtorek, 25 grudnia 2012

Z życzeniami...



Wesołych świąt Bożego Narodzenia!

życzy 
Paulina

niedziela, 2 grudnia 2012

Konik na biegunach i wyróżnienie...

Riparian z półki w szafie powędrował na półkę w przedpokoju gotowy do użycia. Zaczęłam nową kamizelkę dla Łucji. Będzie to powtórka wzoru Abagail Sweater, czyli większa wersja Lilaka. W międzyczasie popełniłam mały haft krzyżykami. Mam nadzieję, że konik na biegunach niedługo zawiśnie nad łóżeczkiem Łucji. 


Od Wełnianej Skarpetki otrzymałam wyróżnienie. Jest mi niezmiernie miło. Bardzo Ci za nie dziękuję! Jednakże jakiś czas temu postanowiłam nie brać udziału w tego typu zabawach. Jest mi bardzo ciężko wybrać blogi, którym chciałabym przyznać wyróżnienie. Uważam bowiem, że każdy, kto poświęca swój czas na swoje hobby i dzieli się nim z innymi, zasługuje, aby go nagrodzić.
 
P.S. Łucja dumnie pokazuje już swoje dwie dolne jedynki. Teraz kolej na górne... 

wtorek, 27 listopada 2012

Listopadowy Riparian...

Łucji wyszedł pierwszy ząb - lewa dolna jedynka, a ja skończyłam chustę, nad którą pracowałam w ramach zabawy KAL (czy ktoś może mnie oświecić, jak rozwinąć ten skrót?) zorganizowaną przez Lete. Riparian to piękny, prosty i jednocześnie bardzo elegancki wzór. Bardzo mi się podoba i na pewno kiedyś go powtórzę.







 

Dane techniczne:
  • włóczka: 100purewool Merino fingering, ok. 1,5 motka (650 m);
  • druty: nr 4,5 mm
  • rozmiar: w najszerszym miejscu chusta ok. 130 cm
  • Uwagi:

  1. Nauczyłam się robić rzędy skrócone, które do tej pory bardzo mnie przerażały, a okazały się banalnie proste. 
  2. Wzór jest napisany bardzo jasno i klarownie, niemalże łopatologicznie, co pozwala nawet początkującym drutującym się z nim zmierzyć. 
  3. Kombinacja oczek prawych i lewych w połączeniu z narzutami daje niesamowity efekt. Chusta właściwie już przed blokowaniem wygląda pięknie.

wtorek, 20 listopada 2012

14 ząbków...

Tyle mi zostało do dokończenia KALowej chusty, którą robię w ramach zabawy organizowanej przez autorkę wzoru - Lete.



P.S. A propos ząbków: Łucji właśnie wychodzą wszystkie jedynki niemalże na raz. Jest bardzo dzielna.

P.S.S. Mam ogromną prośbę do wszystkich odwiedzających mojego bloga i proszących mnie o schematy. Staram się przy każdej mojej pracy podawać źródło pochodzenia lub chociaż nazwę wzorów, aby ułatwić pracę sobie i Wam. Korzystajcie z tych namiarów, zamiast zasypywać mnie prośbami o przesłanie ich mailem. Bardzo dziękuję.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Do szkoły?

Nie, jeszcze nie. Ale kolor tego sweterka kojarzy mi się ze szkołą. Piękny i głęboki (przez co trudny do sfotografowania) granat. Pomysł na ten egzemplarz zaczerpnęłam stąd i stąd. Konstrukcja jest bardzo prosta. Jedyną ozdobą są ażurowy raglan i dwa kwiatki na obu przodach. Całość dopełnia pojedynczy ryż na ściągaczach. 




 I szczegóły.


Łucja dzielnie pozowała podczas sesji, choć była wybitnie niecierpliwa. 




Dane techniczne:
- włóczka: Baby Merino Dropsa, 100g
- druty: 3,5 mm
- rozmiar: 12 m-cy

Uwagi:
- podoba mi się włóczka. Pracowałam z nią po raz pierwszy i na pewno nie ostatni. Po wypraniu stała się miękka i puszysta. Niestety trochę się pyli. Szczególnie na granacie widać kłaczki psiej sierści.

środa, 31 października 2012

Przygotowania do zimy...

Tak... Chyba tej 2013/2014 ;-) Ale od początku. 
Śnieg spadł nam ostatnio. To chciałam uczcić tą październikową zimę ciepłą kamizelką dla Łucji. Akurat zostało mi troszkę wełny po Ince. Pomyślałam sobie: idealna. Miękka i gruba. Wzór zaczerpnęłam z "Pikli": Plain Vest Anny i Heidi Pickles. Nabrałam oczka i poszło. Trzy wieczory i gotowe. Super. Tylko, że przesadziłam z rozmiarem. Próbkę zrobiłam jak należało. Ale czytając wzór jakoś umknęło mojej uwadze, iż kamizelkę robi się od dołu. Kiedy w końcu doszłam do tego, nie chciałam pruć kolejny raz. W praniu troszkę może wełna się sfilcuje, więc rozmiarowo będzie ok - tak sobie myślałam zamykając oczka przy dekolcie. A figę! Włóczka jest bardzo miła w dotyku, nic a nic się z nią nie zadziało. I teraz nie pozostaje mi nic innego, jak odłożyć Małą Inkę do szuflady na odległe zaś. A następnie znaleźć włóczkę na drugą wersję kamizelki.

Zaszalałaś, mamo...
Dane techniczne:
- włóczka: zdobyczna wełna jagnięca
- druty: nr 7,00 mm
- guziki z rogu renifera, które dostałam od Bellis. Pasują idealnie.
- rozmiar: 12 - 18 miesięcy




piątek, 5 października 2012

Moje Ginkgo...

Doczekało się wykończenia. Szczerze pisząc, to myślałam, że to mnie ta chusta wykończy. Pomijam fakt, że strasznie długo trwała praca nad nią. Miałam tylko 4 motki zdobycznej włóczki. Zbliżając się do końca bałam się, że mi nie wystarczy nitki. A na dokupienie żadnych szans. Ale się udało, choć musiałam zrezygnować z ostatniego rządka przed zamknięciem oczek. Na szczęście nie odebrało to urody chuście. Oto moja bladoróżowa wersja Ginkgo Shoulderette Shawl.





Dane techniczne:

- włóczka: Lang Yarns Palladio Seta, 70% wiskoza + 30% jedwab, 200g;
- druty: 5,00 mm, 6,00 mm;
- wymiary: 150 cm x 72 cm;
- wzór: koniecznie do powtórzenia.

czwartek, 20 września 2012

Jagodowy skończony...

Trwało to wieki, ale już jest. Mój największy do tej pory projekt szydełkowy. Kocyk wyszedł mi dosyć spory, ale w końcu Łucja pigmejem nie jest.



To zdjęcie najlepiej oddało kolory kocyka.
O samej włóczce już pisałam i podtrzymuję tę opinię. Nitka jest do bani, ale kolory są śliczne. Niestety nie rekompensują licznych zgrubień i łączeń w motku. Divę kupiłam pierwszy i ostatni raz. Z kolei projekt chciałabym kiedyś powtórzyć w wersji "dorosłej". Marzy mi się taka narzuta na łóżko. Tylko kiedy to kiedyś zaistnieje, nie wiem.
Brzeg wykończyłam słupkami i oczkami rakowymi. Te ostatnie, choć robiłam je pierwszy raz, okazały się banalnie proste.



Dane techniczne:
  • wymiary: 75 cm x 100 cm;
  • włóczka: Alize Diva Batik, 400g; resztki białej bawełny z moich zapasów;
  • szydełko nr 2,00 mm;


środa, 12 września 2012

Dla półroczniaka świat to za mało...

Dlaczego zanim zdecydowałam się na macierzyństwo nikt, absolutnie nikt, nie ostrzegł mnie, że małe dzieci potrafią tak szybko przemieścić się z pokoju do kuchni czy łazienki? Tak, tak. Łucja zaczęła raczkować. A to oznacza jedno, a właściwie jedną - matkę, czyli mnie, wykończoną pilnowaniem dziecka i psa. A konkretnie dobytku psa, bo Ada jakoś nie kwapi się pilnować swoich misek i zabawek. Za to Łucja, jeśli tylko może, pędzi ile sił w rączkach i nóżkach gdzie tam sobie wymyśliła i co gorsze jest bardzo konsekwentna w realizacji tychże zamiarów. Jak matka zabierze ją z kuchni sprzed misek piesowych, to ona znów tam się pojawia po kilku sekundach. Ech, trzeba pewne zakupy poczynić i nabyć barierkę (bo rodzice jakoś nie przewidzieli pewnych spraw i nie zamontowali drzwi do niektórych pomieszczeń w mieszkaniu).



Ale nie myślcie sobie, że narzekam. Ja po prostu jestem w szoku, że moje małe dzieciątko, które tak - wydawałoby się - niedawno pojawiło się na świecie, zaczyna samo, bez udziału mamy (ale cały czas pod jej czujnym okiem) ten świat poznawać. Ech, kiedy te pół roku minęło. A tymczasem Łucja:
  • potrafi już wstać i stać przy barierce łóżeczka, 
  • potrafi również bardzo sprawnie raczkować, 
  • szykuje się do siadania,
  • poznaje nowe smaki,
  • wspina się po mamie i tacie,
  • kilkanaście razy w ciągu dnia wita się z psem,
  • uwielbia nasze buty, rurę od odkurzacza, oraz urządzenia elektroniczne ze szczególnym uwzględnieniem komputerów, pilotów i komórek,

  • bawi się z każdym w "a kuku" i zaśmiewa się przy tym do rozpuku.
  • jako "dorosły" bobas jeździ już w spacerówce, bo gondoli w połowie wakacji powiedziała zdecydowane "nie".
  • ma już za sobą pierwszą daleką podróż nad morze.


Dziś o kocyku ani słowa, bo zostało mi jeszcze parę metrów włóczki do przerobienia...

Dziękuję, że pomimo mojego milczenia przez ponad miesiąc, zaglądacie do mnie czasem.

piątek, 3 sierpnia 2012

Czas płynie...

Kocyk się robi w tempie różnym. Obecnie mam już 35 cm gotowej robótki i dwa motki do wyrobienia. Już teraz mogę napisać, że raczej nie polubię Divy. Motki mają supełki w środku i liczne zgrubienia na nitce, które na szczęście giną wśród słupków. W dzianinie robionej na drutach byłyby na pewno widoczne. Za to kolory włóczki są bajeczne. Kojarzą mi się z jagodami - tymi na krzaczku i tymi ze śmietaną.


A czym ostatnio zajmuje się moja córka?
Intensywnie ćwiczy szykując się do raczkowania.


Odpoczywa (najwygodniej na nodze mamy) i obślinia wszystko i wszystkich.


Aha, a jej ulubioną zabawą jest walenie rączką bądź jakąś zabawką (niekoniecznie pluszową) o podłogę. Skarg od sąsiadów z dołu jeszcze nie było. :-)

wtorek, 26 czerwca 2012

Co tam u nas?

Wiecie, jak ja tęsknię za drutami? Dziecię me jedyne jest niesamowicie absorbujące. Trza je nieustannie zabawiać, bo lekarze źli w rozwórkę Koszli je wsadzili na dwa miesiące i tym samym utrudnili fikanie. Więc matka i ojciec (ten popołudniami) dwoją się i troją, żeby rozrywek dziecku dostarczać. Na szczęście dysplazja zdaje się cofać i przed nami jeszcze tylko jakiś miesiąc względnych ograniczeń. Uff. 
Młoda rośnie jak na drożdżach. Pierwsze sweterki, jakie dla niej zrobiłam już są za małe :-) A ja nauczona już doświadczeniem machnęłam "szybko" (taa, ponad miesiąc znowu) kolejny z Meduzy, która została mi po wyprodukowaniu misiowego kocyka. Wzór to Eyelet Yoke Baby Cardigan Carole Barenys poddany małym modyfikacjom. Z rozmiarem udało mi się trafić idealnie - 6 miesięcy, więc Łucja trochę go ponosi.





Jak widzicie Łucja kocha aparat.


Ponieważ dobrze jest móc zająć czymś ręce wieczorami (o ile wcześniej nie padnę na twarz), to zabrałam się za kolejny kocyk dla córki. To będzie największy projekt szydełkowy jaki zrobię. Idzie mi dość mozolnie, bo do tej pory jakoś nie było mi po drodze z szydełkiem. Do tego zaczynając każdy kolejny rządek, pytam samą siebie, dlaczego nie zrobiłam go będąc w ciąży? Dlaczego naiwnie myślałam, że jeden kocyk memu dziecku wystarczy? Na szczęście misiowy szybko schnie :-) I tak papugując wzory i włóczki od Lete i Izuss1 rozpoczęłam pracę nad Zygzakowym. Oto stan sprzed kilku dni. Dziś skończyłam pierwszy motek.



Pozdrowienia dla wszystkich zaglądających do nas!

czwartek, 3 maja 2012

Lilak...

Nie do wiary, skończyłam sweterek dla córki. Miał być szybkim przerywnikiem podczas pracy nad Ginko, ale jego produkcja trwała prawie miesiąc (sweterka, bo Ginko wciąż leży odłogiem).





Dane techniczne:
  • włóczka Zettl Mariposa, 75 g, kolor liliowy
  • druty: 3,00 mm i 4,00 mm
  • rozmiar dedykowany dla trzymiesięcznego dziecka, ale Łucja to mały olbrzymek, więc jest na już.
A na koniec musimy się pochwalić, bo zielona sówka zwana Zieloną w towarzystwie wesołej tęczy dotarła do nas od cioci Piegowatej. Dziękujemy!


czwartek, 12 kwietnia 2012

Awans...

Tak wygląda szczęśliwy bobas, który od dziś jest już niemowlakiem.



Bardzo dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne, jakie od Was otrzymałam.

sobota, 7 kwietnia 2012

Wesołych Świąt...


Wszystkim zaglądającym życzę ciepłych, pełnych radosnej nadziei

świąt Zmartwychwstania Pańskiego.



Paulina

piątek, 30 marca 2012

Pomalutku...

W przerwach między karmieniem, przewijaniem i karmieniem staram się ogarnąć jako tako dom, nastawić pranie czy ugotować obiad. Pomalutku też wracam do drutów. Przyznam szczerze, że dopiero teraz doceniam te ilości wolnego czasu, jakimi dysponowałam przed narodzinami Łucji. Obecnie uczę się maksymalnie wykorzystywać czas jej drzemek i nawet udaje mi się coś tam udziergać. Robótka na razie jest niewymagająca, ale docelowo ma się przekształcić w chustę Ginko. 


A tymczasem Łucja pozdrawia wszystkie ciotki blogowe :-)