sobota, 26 lutego 2011

Dziecko wojny...

Tak mnie ostatnio K. nazywa. I wcale mu się nie dziwię. Czy Wy też miewacie takie okresy w swoim życiu, że wszystko leci Wam z rąk? Ja, zdaje się, weszłam w tryb autodestrukcji, bowiem bilans ostatniego tygodnia prezentuje się następująco:
1. Dwa poparzenia na przedramieniu, jedno koło drugiego - szykowałam obiad a później popcorn na wieczór;
2. Jeden pocięty palec - ja tylko szykowałam suchą bułkę do starcia w malakserze;
3. Trzy szwy na plecach - choć to akurat jest efektem planowego wycięcia znamienia, ale nie mogę wykonywać wielu prac domowych i K. musi mnie zastępować.
Na szczęście moje rany nie przeszkadzają mi w dalszych pracach nad malinowym, który obecnie prezentuje się tak:

poniedziałek, 21 lutego 2011

Malinowy początek 2...

Jak Wam mija poniedziałek? Bo mi wybitnie leniwie. I bardzo się z tego cieszę, bo mogę w ciszy i spokoju sobie poleżeć. Wczoraj pisałam o zaczętym sweterku FLS, a dziś zamieszczam zdjęcie jako dowód rzeczowy.



Dziękuję Wam dziewczyny za pochwały dotyczące zielonej chusty.
Wszystkim zaglądającym życzę dużo zdrowia - nie dajcie się choróbskom.

niedziela, 20 lutego 2011

Malinowy początek...

Pan Mąż jest chory. Akumulator w samochodzie właśnie postanowił wydać ostatnie tchnienie. Mnie coś bierze, ale na razie jakoś się trzymam - ktoś musi wyprowadzać Adę na spacery. Jednak boję się, że będziemy mieli szpital w domu. Poza tym chce mi się już wiosny. Niby słońce świeci za oknem, co więcej, nawet czuć już siłę jego promieni, ale zima jeszcze głęboka... Ech, może marzec będzie lepszy...
A na razie dłubię malinowy sweterek. Nareszcie udało mi się dopasować rozmiar - to znaczy mam nadzieję, że udało mi się. Póki co jest ok i jeszcze parę rzędów i zabieram się za ażurową część. 
Mam dla Was zaległe zdjęcie zielonej chusty, którą podarowałam w urodzinowym prezencie mojej siostrze. 

czwartek, 10 lutego 2011

Ja też zaklinam wiosnę...

W zawrotnym jak na mnie tempie pięciu dni przygotowałam chustę dla mojej siostry jako prezent urodzinowy. Mała niczego się nie spodziewa, mam więc nadzieję, że ją zaskoczę. Wzór podpatrzyłam u Maknety. Przyznam się bez bicia, że spapugowałam również od niej włóczkę - tak jak Makneta wykorzystałam akryl Himalaya Mercan Batik tylko w odcieniach zieleni. Na razie prezent staram się zblokować, ale - jak tylko chusta wyschnie oraz jak pogoda pozwoli - zaprezentuję ją na ludziu.



Bellis - jak tylko możesz, to domawiaj włóczkę i kończ shaloma. Ten wzór jest rewelacyjny. Ja popełnię go jeszcze co najmniej raz.
Agnieszko - witam w moich skromnych progach. Dziękuję za odwiedziny. Co do tego różu, to chyba masz rację. Zostawię go, a na farbowanie przyjdzie jeszcze czas. 

środa, 9 lutego 2011

Powróciwszy...

Po dłuższej niż było to w planach przerwie wracam do świata mojego bloga. Musiałam trochę odpocząć. Teraz pełna energii zabieram się do pracy. W planach mam dwie rzeczy.
Po pierwsze szufladowy zapas włóczki Kaszmir w kolorze różowym swoje już odleżał. Nadszedł czas przemienić motki w sweter. Projekt jest wszystkim znany - to February Lady Sweater. W końcu mamy luty - nazwa zobowiązuje, prawda? Mam tylko małą zagwostkę. Zostawić kolor oryginalny - w sumie różowy mi nie przeszkadza i świadomie wybrałam ten kolor w pasmanterii, czy może zacząć przygodę z farbowaniem włóczki. Na razie robię próbkę i dostosowuję wzór do swojego rozmiaru.


Po drugie mam zamiar coś wyhaftować. Wzór mam już wybrany od bardzo dawna. Na pewno nie raz już go widzieliście. Dwa lata temu kilka dziewczyn skrzyknęło się do wspólnego dziergania. Teraz można podziwiać ich prace. Na przykład u Jaśmin i u Monicji. Wreszcie nadszedł czas na własny obrazek.

 (zdjęcie znalezione w internecie)


P.S. Dziękuję wszystkim za życzenia świąteczne i noworoczne.