niedziela, 25 września 2011

Wielkie prucie...

w to zamieniłam wielkie nadzieje na to, że w następny weekend pochwalę się gotową Inką. Ech... W jeden wielgachny motek zmieniłam 90% tego, co pokazałam w ostatnim poście. Sweter okazał się po prostu za duży.   Teraz zamiast elki będę robiła emkę albo może nawet eskę. K. skwitował mój zły humor jednym zdaniem: "Przynajmniej się czegoś nauczysz." Przyjemniaczek. 


No i jak ja mam się nie denerwować...

NietylkoSZALenstwo - ta włóczka jest beżowa, taka kawa z bardzo dużą ilością mleka.

4 komentarze:

  1. szkoda,tyle pracy,ale czasem tak trzeba,żeby było dobrze,może nastepnym razem spróbujesz zrobić próbkę

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo nie lubię, kiedy muszę coś pruć, wtedy wydaje mi się, że mój czas i praca poszły na marne. Ale z drugiej strony każde doświadczenie jest cenne i może nas czegoś nauczyć. Myślę, że szybko nadrobisz to, co musiałaś unicestwić, a sweterek będzie idealny.

    http://adzia1313.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. ech może dzisiaj taki dzień, ja też sprułam właśnie 30 cm szala, jakoś mi się wzór nie bardzo podobał, potem odkryłam błąd na dole i poszło... czasem szkoda tej naszej pracy, ale potem okazuje się że efekt poprawiony jest super!! Twój teraz tez już taki będzie ;) kolorek fajny obejrzałam sobie na innym monitorze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Serce boli za każdym razem, kiedy trzeba pruć, ale jak się coś nie podoba, to lepiej unicestwić, niż zostawić w szafie na wieki wieków. 3mam kciuki, by szybko pojawił się gotowy kardigan :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń