niedziela, 20 lutego 2011

Malinowy początek...

Pan Mąż jest chory. Akumulator w samochodzie właśnie postanowił wydać ostatnie tchnienie. Mnie coś bierze, ale na razie jakoś się trzymam - ktoś musi wyprowadzać Adę na spacery. Jednak boję się, że będziemy mieli szpital w domu. Poza tym chce mi się już wiosny. Niby słońce świeci za oknem, co więcej, nawet czuć już siłę jego promieni, ale zima jeszcze głęboka... Ech, może marzec będzie lepszy...
A na razie dłubię malinowy sweterek. Nareszcie udało mi się dopasować rozmiar - to znaczy mam nadzieję, że udało mi się. Póki co jest ok i jeszcze parę rzędów i zabieram się za ażurową część. 
Mam dla Was zaległe zdjęcie zielonej chusty, którą podarowałam w urodzinowym prezencie mojej siostrze. 

4 komentarze:

  1. Chusta piękna, ja też chcę wiosny. No i trzymaj się i nie daj się przeziębieniu - szkoad ana nie czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj chusta marzenie.... kiedyś sobie zrobię!

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna chusta! Kocham zielony kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo fajna chusta, będzie świetna na początek wiosny :)

    OdpowiedzUsuń