środa, 27 października 2010

Jesień za oknem...

a u mnie na parapecie wiosna...


Nie wiem, jak to się stało, ale moim zeszłorocznym hiacyntom pomyliły się pory roku. Zdaje się, że już ich nie zatrzymam, więc podlewam je pozwalając rosnąć dalej.

Mam już wybrane guziki do Szafirowego. Dziś w planach mam ukończenie korpusu. Zostało mi dosłownie parę rządków. 


Wczoraj skończyłam drugą część chusty, którą robię według wskazówek Maknety. Oczywiście nie obyło się bez prucia i to nie tylko dlatego, że Makneta poprawiała wzór. To ja nie umiem liczyć. Ale w końcu się udało i chusta jak dotąd prezentuje się tak:


I zbliżenie na pianę morską.


Dziś Makneta poda kolejną część wzoru. Ciekawe co będzie dalej?

Urszulo97, tayton, AgnieszkoM, Paulo, Aurelio - dziękuję Wam za odwiedziny i miłe słowa.

piątek, 15 października 2010

Dzieje się...

Skończyłam i oprawiłam ślubne serduszko. Żeby uwydatnić wzór zamówiłam zielone passe partout. Nawet udało mi się idealnie dobrać jego kolor. Do oprawy wykorzystałam sprawdzony już przeze mnie sposób podpatrzony u Penelopy. Tak prezentuje się w całości nasz prezent ślubny, który jutro otrzymają Państwo Młodzi.



Jeżeli podoba Wam się ten wzór, to zachęcam do odwiedzin u Elishafciarki, która jak się okazało swoje serduszko zaczęła haftować równocześnie ze mną, oraz u Rhianone, która tak jak ja wybrała białą kanwę.

Szafirowy nadal w robocie. Jednak nie przybyło od ostatniego wpisu zbyt wiele, stąd brak zdjęć.
Dodatkowo robię swoją pierwszą trójkątną chustę. Makneta zorganizowała internetowy kurs. Na razie pierwsza część prezentuje się tak:


Wykorzystuję znany wszystkim Kashmir w kolorze szarym. Rety, jaka ta włóczka jest mięciutka. Sama przyjemność. Już się widzę, jak w największe mrozy okutana chustą spaceruję z Adą.
Następną część chusty zacznę w środę. Wtedy Makneta poda kolejne wskazówki. Kto jeszcze nie umie dziać trójkatnych chust, albo po prostu chce wziąć udział w kursie Maknety odsyłam do jej bloga.

Antosiu, Mysiu, Makneto, dziękuję za odwiedziny i pochwały.
MaBo, ja właśnie się zabierałam za taką chustę od zeszłej zimy. Dopiero Makneta i jej propozycja kursu sprawiła, że się wzięłam i zabrałam. Także zachęcam do wspólnego dziania, które działa bardzo mobilizująco.
Barbaratoja, byłam i widziałam. Podoba mi się moherek, z którego robisz Twoją chustę. A druty się znajdą, tylko pewnie wtedy, gdy kupisz kolejny komplet. Taka jest złośliwość rzeczy martwych, niestety.
Bellis, Barbaratoja, to co, do następnej środy? :-)

środa, 6 października 2010

Co robiłam, jak mnie nie było?

Otóż postanowiliśmy z K. w końcu zająć się naszą sypialnią. Akcja pod nazwą: "Mały remoncik". Zmieniliśmy kolor ścian z cappucino (niestety ściany były kawowe tylko z nazwy, bo kolor w rzeczywistości był brzoskwiniowy) na bardzo jasny szary.


Do tego w końcu zaopatrzyliśmy się w nową wielką (jak na nasze możliwości lokalowe) szafę z popularnego sklepu na "i". Jej złożenie okazało się nie lada wyzwaniem. 


O ile korpus to pikuś, o tyle skręcenie drzwi zajęło nam prawie cały dzień. Ale było warto się pomęczyć. 
Oto nasza kolubryna.


Jeszcze trochę jest do zrobienia w sypialni, ale to już czysta przyjemność. Pozostało nam dokupić regalik na książki i zdecydować czym zasłonimy okno (a może nie zasłonimy - mieszkamy na 9 piętrze i nie ma komu nas podglądać;-).

Poza tym nasza Ada została wysterylizowana. Biedulkę męczą jeszcze nudności po narkozie i ciągną szwy. Ale rana goi się ładnie i za 9 dni zdejmujemy to, co z nich zostanie.


Ale w końcu to blog robótkowy, więc i ich nie może zabraknąć. Walczę dzielnie z korpusem Szafirowego.


Powoli wyłania się kształt swetra. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła go założyć.
W przerwie między malowaniem a składaniem szafy zrobiłam sobie opaskę do włosów. Na lato ścięłam na krótko włosy. Teraz je zapuszczam i nie wyglądają zbyt atrakcyjnie, a skoro niedługo muszę zrobić się bóstwo (zbliża się wesele znajomych), to ozdoba będzie jak znalazł.


Do zrobienia opaski wykorzystałam część włóczki uzyskanej ze sprutego sweterka kupionego przez teściową w ciucholandzie. Niestety okazał się on zbyt krótki do mojej figury. Jednak jest zrobiony ze ślicznej bawełny skręconej z lnem i metalizowaną niteczką, szkoda było nie wykorzystać do czegoś innego. Niech żyje włóczkowy recykling!
Na opaskę natrafiłam na blogu Knitted Bliss. Gorąco polecam odwiedziny w tym miejscu. A dla chętnych wzór znajduje się tu: