czwartek, 20 maja 2010

Dłubię wytrwale...

Nad tym fragmentem obrazka pracowałam ostatnio. Szło mi jak po grudzie. Albo myliłam krateczki i powtarzałam wzór gdzieś dalej, albo wyszywałam nie tym kolorem co trzeba. Summa summarum, co się naprułam to moje. Teraz powinno pójść łatwiej, została mi tylko woda i mewy. Na koniec zostawiłam sobie też backstitch'e, które uwielbiam.


A ta bestia niedługo skończy rok. Pomału żegnamy się z jej szczenięctwem. Nareszcie... ;-)

2 komentarze:

  1. Nad tak duzym haftem chyle czola.
    Ja chyba nie odwaze sie na taki, poki co wyszywam malenkie.
    A piesek sliczny, widac ze zabawy jej w glowie.
    Pozdrawiam Cie serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Haft nie jest taki duży, jakby się wydawało. Jednak to mój pierwszy tak duży i skomplikowany. Ja jako początkująca nie mam odwagi zmierzyć się z większym wzorem. I chyba pozostanę przy tych mniejszych.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Enyo

    OdpowiedzUsuń