poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Smutny weekend...

chyba nikt jeszcze w piątek nie myślał, że w weekend przyjdzie mu zmierzyć się ze Smutną Sobotnią Wiadomością. Całą sobotę spędziłam przed telewizorem. Po rannym, niepokojącym telefonie mojej mamy i obejrzeniu pierwszych minut co raz to bardziej tragicznych informacji mój spokój ducha został zachwiany. I do tej pory czuję się nieswojo.
Podczas "przymusowego" seansu telewizyjnego - jakoś nie byłam w stanie przełączyć telewizora z informacji na inny kanał - musiałam czymś zająć ręce. Wzięłam więc druty, nawinęłam na nie włóczkę i zaczęłam dziergać wiosenny komin. Wybrałam zieloną "Lunę" i ażurowy wzór "Käpakiri 4" z książki "Haapsalu sall". Robota jednak wyraźnie mi nie idzie. Najpierw przez pół godziny nie mogłam się doliczyć oczek (jest ich 164) po narzuceniu na drut. A teraz każdy rządek po właściwej stronie przerabiam ze dwadzieścia minut (na szczęście lewa strona zajmuje mi tylko kilka minut). Summa summarum mam już/aż/tylko (niepotrzebne skreślić) 7 cm robótki.

A na koniec chcę się pochwalić moimi małymi błyskotkami. Oto moje własne markery do robótek. Mam nadzieję, że niedługo je wykorzystam...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz