piątek, 26 lutego 2010

Takie tam...

Chyba dopadło mnie późnozimowe przeziębienie... Gardło mnie boli. Niby nic poza tym mi nie dolega, ale ostatnio ogarnęła mnie taka niemoc, jaka towarzyszy mi zwykle przy różnego rodzaju choróbskach.
Poza tym podrucikowałabym sobie. Mam parę robótek w planach: kolejne kapcie, tym razem dla siebie i dla mamy; czapkę podpatrzoną u Herbatki na jej blogu (to tak na zakończenie zimy); lekki ażurowy komin dla siebie (tu mam nawet wybraną włóczkę - zieloną Lunę); wiosenno - letni sweterek bawełniany w ramach nauki dziergania od góry na okrągło, bo czuję, że dojrzałam już do poważniejszych robótek. Plany planami, ale kiedy się wezmę za ich realizację? Na razie wszystkie zachomikowane włóczki czekają grzecznie w koszu i mrugają do mnie.


Na wierzchu możecie zobaczyć odnalezioną i odświeżoną większą część strychowych włóczek (około pół kilo). Ze znalezionych skarbów mam do sprucia jeszcze jeden sweterek.
Podczas dzisiejszych wędrówek po blogach znalazłam kolejne candy, w którym postanowiłam wziąć udział. Kasiorkaa przygotowała dla jednego szczęśliwca wspaniały wianek.

(zdjęcie pożyczyłam od Autorki)
Nawet jeśli mi się nie poszczęści, to zrobię podobny wianek sama.
A na koniec pokażę Wam naszą modelkę. Kiedy Ada widzi wycelowany w siebie obiektyw aparatu, to przybiera taką pozę. Zwykle na kanapie strasznie się kokosi i aż chce się uchwycić ją w jakiejś śmiesznej pozycji, na przykład z zakrytym przednimi łapami pyszczkiem, ale cwana bestia jest bardzo czujna.


A teraz idę nastawić syrop cebulowy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz