sobota, 2 stycznia 2010

Zima już mi nie straszna...

no właśnie. Może skończą się moje problemy z zatokami. Skończyłam swoją czapkę. Dziś nawet odbył się mały pokaz na spacerze. Uszy przykryte. Nic się z nich nie zsuwa. Ciepło i twarzowo, jak twierdzi K. Oto chodziło.

Czapkę zrobiłam z fioletowej Zorzy, z podwójnej nitki. Po raz pierwszy zastosowałam metodę bezszwową - na okrągło. Ścieg ściągacza niestety trochę przekręca się lewo, ale to przez moje "heretyckie", jak się okazuje, przerabianie oczek. Jersey dziergałam oczkami przekręconymi i troszkę się naprostowało. Jak na pierwszy raz, to myślę, że nie jest źle.

Podczas spacerów Ada mocno szaleje. Brodzi w śniegu z nosem przy ziemi, a kiedy się prostuje, wygląda jak Dziadek Mróz.

Co więcej zwykle ciężko zrobić jej jakiekolwiek zdjęcie, które byłoby w miarę ostre, bo często Adę widzimy tak:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz