poniedziałek, 25 stycznia 2010

Tralala...

Okap już wisi! Nareszcie nasza kuchnia zaczyna wyglądać. Jeszcze tylko poszukać nowej kuchenki i będzie git. Tamtą już odesłaliśmy korzystając z możliwości zwrotu towaru zakupionego w internecie. Teraz czekamy na przelew ze sklepu.
Najzimniejsza noc, mam nadzieję, już za nami. Troszkę zachorzałam ostatnimi dniami. Niby nic mi nie jest, żadne przeziębienie czy inna franca, ale jakoś mi tak... Domowa apteczka w każdym razie jest lekko przetrzebiona. W związku z powyższym oznajmiam, iż mam dosyć już zimy. Poproszę wiosnę. Gdzie mam złożyć podanie i jaki znaczek skarbowy zakupić?
Ponieważ z drutami jeszcze muszę na jakiś czas przystopować, dalej pomału haftuję kolejną damę.


Czarny kolor muliny męczy szybko oczy, więc stawiam kolejne krzyżyki na zmianę z szydełkowaniem. Zbliżają się Walentynki i choć jesteśmy z K. przeciwnikami tego święta i sami raczej go nie obchodzimy, to stwierdziłam, że może wydziergam parę serduszek w ramach ćwiczeń szydełkowych.
Zaczęło się od tego.


Potem z rozpędu powstały kolejne...


A to ostatnie wiszące sobie na bardzo wiekowej szafie (prawie tak wiekowej, jak ja:-])...

I zbliżenie na jedno z nich.


Chyba starczy. Wzorki opanowane, a szydełko okiełznane w stopniu większym niż do tej pory.

Na koniec: zgłosiłam się do kolejnych candy. Szczęściu trzeba pomagać, a co!
1. U Kobens


2. U Sylwii


(zdjęcia pożyczyłam od Autorek)

1 komentarz: