poniedziałek, 18 stycznia 2010

Na poprawę humoru...

A tak mi się fajnie dzień zaczął... od wizyty dwóch panów kurierów. Wreszcie nareszcie mamy okap i piekarnik do naszej kuchni. To znaczy raczej mamy okap - na razie po sprawdzeniu "czy działa" czeka sobie w pudle na Pana Fachmana, a kuchenkę jutro będziemy odsyłać. Niestety po rozpakowaniu okazało się, że drzwiczki od piekarnika są siakieś krzywe. Wrr... A już się cieszyłam, że będę mogła piec te wszystkie chleby i ciasta i mięsiwa, co to na nie spoglądam na blogach kulinarnych. A tu klops. No nic to, skoro przez rok sobie radziłam bez piekarnika, to wytrzymam dzielnie te parę dni. W końcu jestem mistrzynią wymyślania potraw gotowanych i "czysto" - smażonych (czytaj: bez pryskania olejem, bez zasmradzania całej kuchni i reszty mieszkania, "bo przecież nie mamy okapu").
Tak więc na poprawę humoru ustawiam się w kolejce do Gooseberry, która dzieli się takimi przydasiami:


(zdjęcie pożyczyłam od Autorki)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz