piątek, 15 stycznia 2010

Zimowo...

Bardzo marzniecie? Bo ja tak. Nawet kaloryfery odkręcam, a to oznacza, że jest mi naprawdę zimno. Blok, w którym mieszkamy, został z każdej możliwej strony ocieplony. Poza tym samo mieszkanie jest dosyć ciepłe. Stąd to "nawet" dwa zdania wcześniej. Bo normalnie, to cały rok mamy przykręcone na minimum grzejniki, oprócz łazienkowego, którego nie można regulować i który wystarcza do utrzymania odpowiedniej temperatury we wszystkich pomieszczeniach.
Zasypało Was? Bo nas tak. W mieście jest jeszcze ok. Dopiero sytuacja na osiedlowych uliczkach pokazuje, jakie kto ma umiejętności za kółkiem samochodu. Choć dziś już nie jest tak źle, bo śnieg już nie pada. Adzie jeszcze się nie znudził biały puch. Co więcej ta przebiegła bestia robi wszystko, żeby ją wyprowadzić na spacer. Także zdarzało się nam spacerować z nią po 5-6 razy dziennie w ciągu ostatnich dni, aby piesek mógł się wyszaleć. Teraz się mocno ochłodziło i zapał jej wyraźnie osłabł. Troszkę mam dość tej zimy. Ileż można czyścić buty z soli, czy wycierać podłogę z błota? Poza tym poczta ma znowu opóźnienia i troszkę jeszcze poczekam na wylosowane cukierki od Kasi z Worqshop.
W drucikowaniu mam mały przestój. Nadgarstki mi wysiadały po szalowym maratonie. Postanowiłam więc wrócić do haftu krzyżykowego.

Na tamborku mam drugą elegantkę. Już niedługo dołączy do pierwszej, którą mam już gotową. W planach mam jeszcze jedną lub dwie. Tę małą galerię szykuję dla mojej siostry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz