piątek, 31 grudnia 2010

Na Nowy Rok...

Zaglądającym do mnie na Nowy Rok życzę wszystkiego co najlepsze, realizacji poczynionych planów i spełnienia marzeń.
Paulina

piątek, 24 grudnia 2010

Gdyby...

Gdyby każda noc w naszym życiu mogła być jak noc Bożego Narodzenia, rozjaśniona światłem wewnętrznym...
brat Roger

Choinka już ubrana. Barszczyk się rumieni w garnku. Makowiec stygnie. Jeszcze tylko spakować prezenty i można zasiadać do  wigilijnego stołu. 

Wszystkim zaglądającym do mnie życzę, aby to jasne światło wewnątrz każdego z nas nigdy nie zgasło.
Paulina

wtorek, 21 grudnia 2010

Szara...

Skończyłam już szarą chustę, którą robiłam według kursu Maknety. Makneta co prawda jeszcze nie zamieściła ostatniego fragmentu dotyczącego wykańczania, ale ja nie chciałam już czekać. Niecierpliwa jestem ostatnio.

Chusta jest już zblokowana i czeka na swój debiut poza domem.


Zdjęć na mnie niestety nie ma (jeszcze). Tu próbowałam ująć całość, ale ze względu na rozmiary chusty okazało się to trudne.


Dane techniczne:
włóczka - Kashmir w kolorze szarym
rozmiar chusty - najdłuższy bok ma ok. 160 cm po blokowaniu

Mamo.goniu -  Życzę Ci, żebyś znalazła czas na choćby malutki spacer. 
Bellis - Według mnie Warszawa pięknieje wieczorami, kiedy zapalają się światła neonów. Cieszę się, że pozytywnie znajdujesz to miasto. Nie każdy potrafi dostrzec urodę naszej stolicy, która - nie oszukujmy się - miejscami jest mocno zaniedbana.
Kankanko - Ja też lubię Warszawę, z jej wadami i zaletami.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Spacer...

W tym roku Trakt Królewski wygląda bajecznie. Zapraszam więc Was na krótki spacer. Tylko ubierzcie się w coś ciepłego, bo wieczorem jest mroźnie. Ja ledwo utrzymywałam aparat w dłoniach.






Ivonno - Miło mi Cię gościć u siebie.
Kankanko, Truskaveczko, Bellis - cieszę się, że mnie rozumiecie. Do sprzątania nie można podejść od tak sobie. Trzeba mieć wenę. A że okien nie zdąrzyłam umyć, co z tego. Ważne, że dni świateczne spędzę z rodziną.
Elishafciarko - dziękuję za pochwały.

niedziela, 12 grudnia 2010

Pomału...

Zbliżają się święta. Za oknem krajobraz prawie bożonarodzeniowy. W niektórych oknach sąsiadów pojawiają się już pierwsze dekoracje świąteczne. U kogoś w mieszkaniu na moim osiedlu widziałam też ubraną choinkę. A ja pomału przygotowuję prezenty dla bliskich. I ze sprzątaniem także się nie spieszę. 

Nasza kochana spółdzielnia w ramach przygotowań do zimy postanowiła rozprawić się z instalacją gazową i przeprowadzić jej modernizację. Niby wszystko rozumiem, ale dlaczego teraz? Instalacja ma już swoje lata i nie od wczoraj wymaga poprawek. No ale, panowie gaziarze na szczęście szybko wymienili co mieli wymienić, pospawali i poszli sobie do sąsiadów. Zostawili mnie z dwoma zaworami od gazu (po co? - nie wiem, na moją logikę wystarczy jeden) i z za wysoko położoną rurą w stosunku do swojej poprzedniczki. Skutkiem tego połowa kuchni została rozbebeszona. Wymontowana z wielkim trudem szafka nie mogła wrócić na swoje miejsce, gdyż musieliśmy z K. poprawić otwory w ekranie zasłaniającym piony gazowe i wodociągowe. A że to jest najbardziej pojemna szafka, jej zawartość została porozkładana po całym naszym gigantycznym mieszkaniu. Więc wszystkie mąki, cukry i inne wiktuały czekały od wtorku na weekend, kiedy to przywieźliśmy wycinarkę i poprawiliśmy ten nieszczęsny ekran. I wiecie, co drogie Panie i drodzy Panowie, wcale mi ten "lekki" bałagan nie przeszkadza. I teraz wcale się nie stresuję, że to wszystko trzeba będzie na gwałt posprzątać, bo "przecież święta za pasem". Wyjątkowo mnie to nie rusza. K. się śmieje, że nareszcie ze mną wszystko w porządku, ale z niego to wielki bałaganiarz i chomik jest, więc nie wiem, czy mam się cieszyć z tego komplementu.

I tak czekając na odzyskanie kuchni w 100%, haftuję sobie takie oto choineczki.


Wzór zaczerpnęłam od Penelopis, która stworzyła  blog - zbiór wspaniałych i szybkich do wykonania wzorów krzyżykowych. Jej korony, manekiny i klucze robią furorę w świecie haftu krzyżykowego.
A tak prezentuje się z bliska każda choinka.




Teraz tylko pozostaje mi oprawić choinki w białe ramki.

 CU@5, Truskaveczko, Kankanko, Antosiu - dziękuję Wam za odwiedziny i pochwały.

niedziela, 5 grudnia 2010

Szafirowy skończony...

Wreszcie mam o czym pisać. Cały ten czas, kiedy się nie odzywałam, walczyłam z rękawami Szafirowego. Miałam ambicje nauczyć się posługiwania się drutami skarpetkowymi. Skończyło się na technice magic loop. Ten, kto wymyślił ten sposób robienia wąskich rzeczy na okrągło, powinien według mnie dostać medal. Druty skarpetkowe poszły w odstawkę. Nie wiem, może kiedyś do nich wrócę, ale na razie mam ich dosyć, bo albo ciągle zaczepiały mi się o dzianinę, albo zsuwały. Do tego jeszcze oczka wychodziły koślawe. Naprawdę chciałam się nauczyć dziać na 4 drutach, a umęczyłam się niemiłosiernie. Tymczasem, kiedy przeszłam na magic loop'a, w cudowny sposób robota szła gładko i bez przeszkód, a oczka ścisłe i równiutkie.
Tak oto prezentuje się mój nowy sweterek:



Włóczka zakupiona kiedyś na allegro okazała się dosyć wydajna. Na swój rozmiar 42 zużyłam niecałe 40 dag. Jestem świadoma błędów, jakie popełniłam przy robocie. Powinno być więcej guziczków (przód trochę się rozchodzi na biuście). I modelowanie w talii jest za słabe (sweter wyszedł troszkę za szeroki). Jednak mimo tych wad jestem bardzo zadowolona z wyrobu. 

Poza walką z rękawami Szafirowego poczyniłam pewne postępy z chustą, którą robię według wskazówek Maknety. I w tym przypadku zadziałało u mnie prawo Parkinsona - Makneta dała nam dużo czasu na zrobienie tego fragmentu chusty i ja równie długo ów fragment machałam drutami, chociaż wzór był nieskomplikowany. Obecnie zaczęłam już najnowszą część. Mam nadzieję, że w tym tygodniu będę gotowa do wykańczania brzegu.



Razem z Adą pozdrawiamy wszystkich odwiedzających.


środa, 27 października 2010

Jesień za oknem...

a u mnie na parapecie wiosna...


Nie wiem, jak to się stało, ale moim zeszłorocznym hiacyntom pomyliły się pory roku. Zdaje się, że już ich nie zatrzymam, więc podlewam je pozwalając rosnąć dalej.

Mam już wybrane guziki do Szafirowego. Dziś w planach mam ukończenie korpusu. Zostało mi dosłownie parę rządków. 


Wczoraj skończyłam drugą część chusty, którą robię według wskazówek Maknety. Oczywiście nie obyło się bez prucia i to nie tylko dlatego, że Makneta poprawiała wzór. To ja nie umiem liczyć. Ale w końcu się udało i chusta jak dotąd prezentuje się tak:


I zbliżenie na pianę morską.


Dziś Makneta poda kolejną część wzoru. Ciekawe co będzie dalej?

Urszulo97, tayton, AgnieszkoM, Paulo, Aurelio - dziękuję Wam za odwiedziny i miłe słowa.

piątek, 15 października 2010

Dzieje się...

Skończyłam i oprawiłam ślubne serduszko. Żeby uwydatnić wzór zamówiłam zielone passe partout. Nawet udało mi się idealnie dobrać jego kolor. Do oprawy wykorzystałam sprawdzony już przeze mnie sposób podpatrzony u Penelopy. Tak prezentuje się w całości nasz prezent ślubny, który jutro otrzymają Państwo Młodzi.



Jeżeli podoba Wam się ten wzór, to zachęcam do odwiedzin u Elishafciarki, która jak się okazało swoje serduszko zaczęła haftować równocześnie ze mną, oraz u Rhianone, która tak jak ja wybrała białą kanwę.

Szafirowy nadal w robocie. Jednak nie przybyło od ostatniego wpisu zbyt wiele, stąd brak zdjęć.
Dodatkowo robię swoją pierwszą trójkątną chustę. Makneta zorganizowała internetowy kurs. Na razie pierwsza część prezentuje się tak:


Wykorzystuję znany wszystkim Kashmir w kolorze szarym. Rety, jaka ta włóczka jest mięciutka. Sama przyjemność. Już się widzę, jak w największe mrozy okutana chustą spaceruję z Adą.
Następną część chusty zacznę w środę. Wtedy Makneta poda kolejne wskazówki. Kto jeszcze nie umie dziać trójkatnych chust, albo po prostu chce wziąć udział w kursie Maknety odsyłam do jej bloga.

Antosiu, Mysiu, Makneto, dziękuję za odwiedziny i pochwały.
MaBo, ja właśnie się zabierałam za taką chustę od zeszłej zimy. Dopiero Makneta i jej propozycja kursu sprawiła, że się wzięłam i zabrałam. Także zachęcam do wspólnego dziania, które działa bardzo mobilizująco.
Barbaratoja, byłam i widziałam. Podoba mi się moherek, z którego robisz Twoją chustę. A druty się znajdą, tylko pewnie wtedy, gdy kupisz kolejny komplet. Taka jest złośliwość rzeczy martwych, niestety.
Bellis, Barbaratoja, to co, do następnej środy? :-)

środa, 6 października 2010

Co robiłam, jak mnie nie było?

Otóż postanowiliśmy z K. w końcu zająć się naszą sypialnią. Akcja pod nazwą: "Mały remoncik". Zmieniliśmy kolor ścian z cappucino (niestety ściany były kawowe tylko z nazwy, bo kolor w rzeczywistości był brzoskwiniowy) na bardzo jasny szary.


Do tego w końcu zaopatrzyliśmy się w nową wielką (jak na nasze możliwości lokalowe) szafę z popularnego sklepu na "i". Jej złożenie okazało się nie lada wyzwaniem. 


O ile korpus to pikuś, o tyle skręcenie drzwi zajęło nam prawie cały dzień. Ale było warto się pomęczyć. 
Oto nasza kolubryna.


Jeszcze trochę jest do zrobienia w sypialni, ale to już czysta przyjemność. Pozostało nam dokupić regalik na książki i zdecydować czym zasłonimy okno (a może nie zasłonimy - mieszkamy na 9 piętrze i nie ma komu nas podglądać;-).

Poza tym nasza Ada została wysterylizowana. Biedulkę męczą jeszcze nudności po narkozie i ciągną szwy. Ale rana goi się ładnie i za 9 dni zdejmujemy to, co z nich zostanie.


Ale w końcu to blog robótkowy, więc i ich nie może zabraknąć. Walczę dzielnie z korpusem Szafirowego.


Powoli wyłania się kształt swetra. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła go założyć.
W przerwie między malowaniem a składaniem szafy zrobiłam sobie opaskę do włosów. Na lato ścięłam na krótko włosy. Teraz je zapuszczam i nie wyglądają zbyt atrakcyjnie, a skoro niedługo muszę zrobić się bóstwo (zbliża się wesele znajomych), to ozdoba będzie jak znalazł.


Do zrobienia opaski wykorzystałam część włóczki uzyskanej ze sprutego sweterka kupionego przez teściową w ciucholandzie. Niestety okazał się on zbyt krótki do mojej figury. Jednak jest zrobiony ze ślicznej bawełny skręconej z lnem i metalizowaną niteczką, szkoda było nie wykorzystać do czegoś innego. Niech żyje włóczkowy recykling!
Na opaskę natrafiłam na blogu Knitted Bliss. Gorąco polecam odwiedziny w tym miejscu. A dla chętnych wzór znajduje się tu:


sobota, 25 września 2010

Szafirowy...

Dziergam dzielnie Shaloma. Nazwałam go roboczo Szafirowym ze względu na kolor włóczki. Na razie mam połowę karczku i mnóstwo oczek na drutach.




Ślubne serce jest już wyhaftowane, brakuje tylko inicjałów Państwa Młodych i daty ich ślubu.



Elishafciarka, Makneta, Kasiac, Barbaratoja, Izoldka17 - Dziękuję Wam za odwiedziny.

piątek, 10 września 2010

Ślubnie...

Za miesiąc nasi znajomi biorą ślub. Pisałam o tym w moim poprzednim poście. Postanowiłam, że zamiast zwykłej kartki z życzeniami podarujemy im coś specjalnego - haftowany obrazek. O taki. 


Na razie monotonnie.


Dodajemy trochę kontrastowego koloru i pomału serce nabiera kształtów.


Jak widzicie w oryginale przewidziano płótno w kolorze naturalnym, ale miałam kłopot ze znalezieniem takiego materiału. Wzięłam więc ze swoich zapasów kanwę 18ct DMC w kolorze białym. Ponadto na ostatnim zdjęciu w poprzednim poście pokazałam muliny, które wykorzystuję przy tym hafcie. Dwa moteczki znalazły się przez przypadek. Zamówiłam w pasmanterii złe kolory i zorientowałam się dopiero niedawno, że coś nie gra. Na szczęście nie zaczęłam jeszcze wyszywać, więć ominęło mnie prucie. Ale co się nadenerwowałam to moje, bo myślałam, że od czasu wydania tego wzoru została zmieniona karta kolorów mulin DMC. Na szczęście wszystko się zgadza, to ja nie znam się na cyferkach :-)

Elishafciarko, Zulo - dziękuję za odwiedziny.

EDIT:
Elishafciarko - co za zbieg okoliczności:-) Szybko chwal się postępami. Ja już dawno chciałam wyszyć ten wzór, ale dopiero teraz nadarzyła się okazja. Co do koralików, to mam przygotowane złote (jak w oryginale) i perłowe i wykorzystam chyba te ostatnie. Złote okazały się zbyt toporne...

poniedziałek, 6 września 2010

Na przekór aurze...

skończyłam swój pierwszą, letnią bluzeczkę. Jestem dumna z siebie, że się udało.


Świeżo zdjęta z drutów, jeszcze nie prana. Na bluzkę zużyłam prawie 300g Camilli Madame Tricote Paris. Na początku zdenerwowało mnie nierówne rozprowadzenie kolorów, ale potem się przyzwyczaiłam. Zresztą chyba nie jest źle. Zdjęcia na ludziu będą później, bo i fotograf w pracy i pogoda nie odpowiednia. 

Niby robótka była prosta, jednak nauczyłam się wielu rzeczy przy tym, no i nie obeszło się bez chwil zwątpienia. 
Po pierwsze prowizoryczne nabieranie oczek - tu zapamiętać muszę, że najlepiej zastosować bawełnianą włóczkę, a resztki Zorzy wykorzystać do czegoś innego, bo ma włoski i ciężko było ją spruć.
Po drugie bluzka powstała od góry bez zszywania, z raglanem - super metoda. Nie potrafię zszywać dzianiny w sposób niewidoczny. Ale się nauczę, a co.
Po trzecie modelowanie dzianiny - wyszło trochę krzywo mimo, że odejmowałam i dodawałam oczka symetrycznie na obwodzie. Nie wiem, może to wina kształtu oczek, raz wchodziły ściślejsze a raz luźniejsze. Trzeba nad tym popracować.
Po czwarte znalazłam na YouTube serię filmików instruktażowych by verypink knits. Wiem, że są i inne, ale forma pokazywania zawiłości robótkowych bardzo mi podpasowała. To, co opisywały słowami Truskaweczka i Dziunia, mogłam obejrzeć. Także zapisuje sobie ku pamięci link i zachęcam do korzystania z zamieszczonych tam porad. 
Po piąte warto wcześniej zaopatrzyć się w więcej niż jeden rodzaj drutów - ja korzystałam z drutów nr 4 na żyłkach 40, 80 i 100 cm (te ostatnie kupiłam po dwóch tygodniach intensywnych poszukiwań w warszawskich pasmanteriach stacjonarnych) oraz drutów nr 3 na żyłce 80 cm.

Teraz w planach mam sweter ze zdobycznej na allegro wełny. Może to będzie niezwykle popularny Shalom?


Ponadto zbliża się ślub naszych znajomych, którym zamiast kartki chcę podarować nieduży obrazek haftowany krzyżykami. Wszystko mam już przygotowane i jeszcze dziś wezmę igłę w dłoń.


EDIT:
Elishafciarko, Barbaratoja, Sylla Q Madam - dziękuję za odwiedziny.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Bawełniane...

Po pierwsze rocznica. Dwa lata temu powiedziałam "tak" pewnemu panu.


Po drugie bluzeczka z wielokolorowej Camilli jest już prawie gotowa. Właśnie skończyłam modelowanie na biodrach. 



wtorek, 10 sierpnia 2010

Uff...

Nareszcie mam kontakt ze światem. W piątek wieczorem po mega burzy i ulewie u mojej mamy, gdzie aktualnie chwilowo rezydujemy, wyłączyli nam prąd. Jak wyłączyli, tak nie było go przez 42 godziny. W efekcie popłynęła mi cała zawartość lodówki. Na szczęście część zamrożonych rzeczy udało się uratować i ulokować bezpiecznie w zamrażalniku teściowej. Cała ta sytuacja uwidoczniła moje uzależnienie od prądu, a także telewizji i komputera. Całą sobotę i niedzielę chodziłam rozdrażniona i nie mogłam znaleźć sobie miejsca, jak narkoman na odwyku. Może jeszcze jakoś łatwiej mi by było, gdyby nie to, że tylko kawałek naszej ulicy był bez energii. Taka czarna wyspa, a dookoła rozświetlone okna sąsiadów. Strasznie mnie zirytowała też dyspozytornia Zewt-u. Nie dość, że ciężko było się do nich dodzwonić, to jeszcze nic nie wiedzieli i rozmawiali z dzwoniącymi jak z dziećmi (w sobotę pani dyspozytorka powiedziała nam, cytuję: "Panie, tam ludzie umierają na ulicy, bo kable leżą na chodnikach". Rozumiem powagę sytuacji, kiedy przewody są pozrywane, ale takie teksty zwyczajnie mnie denerwują). Ich niekompetencja osiągnęła szczyt w niedzielę rano, kiedy to pan po drugiej stronie słuchawki próbował wmówić K., że pierwszy raz zgłaszamy awarię u nas. Nie przekonało go także nasze zapewnienie, że nie tylko my dzwonimy w tej sprawie. Bez prądu na naszej ulicy było przecież osiem rodzin. Podobno zgłoszenia zapisują w pięciu zeszytach (sic!). I w żadnym nie odnotowano tej usterki. Ponownego włączenia prądu kazano nam oczekiwać do wtorku. Na szczęście jeszcze tego samego dnia około 17.00 podjechał wóz pogotowia energetycznego i po 30 sekundach mieliśmy już światło. A to oznacza, że nasza awaria była mikroskopijna, czyli według Zewt-u o niskim priorytecie. Dziwię się, że kazano nam tyle czasu czekać. Cóż, może gdyby przynajmniej jakieś drzewo przewracając się rozwaliło słup, to może w kilka godzin by się uwinięto. A tak wystarczyło włączyć transformator.
No to się wygadałam, uff.

W piątek zanim nastąpił Mały Armagedon, odebrałam przesyłkę od Qlqi z wygranymi cukierkami. Oto woreczek.


I jego zawartość. Rękawica do mycia i ręczniczek. 


Śliczny komplet do łazienki. Wstawki szydełkowe są przepiękne. I takie równiutkie. Nie mogę się napatrzyć. Aż żal powiesić tak po prostu do używania. Jeszcze raz dziękuję.

Postępów w dzianiu mojej pierwszej bluzki na razie nie ma jakiś spektakularnych, toteż nie wstawiam zdjęcia. Raz nie miałam jakoś natchnienia, dwa robótkę mam na drutach 80 cm, które są za wąskie w tej chwili. Niestety w żadnej stacjonarnej pasmanterii w Warszawie, w jakiej byłam, nie ma choćby najtańszych drutów nr 4 na żyłce 100 cm. Znalazłam co prawda takie w jednej pasmanterii internetowej, ale samych drutów nie opłaca mi się zamawiać. 

piątek, 30 lipca 2010

Chcieliśta deszczu...

To macie. No dobrze, ja też chciałam. Tych upałów było już za dużo, zwłaszcza, że siedzę w Warszawie i o wyjeździe na urlop na razie nie myślę. O ile w domu nie było problemów z gorącem (dzięki wynalazcy klimatyzatora), o tyle jakiekolwiek wyjście na zewnątrz po choćby najmniejsze zakupy oznaczało drogę przez mękę. Ile ja się nakombinowałam, żeby z samego rana kupić sprawunki. Sprzedawcy z pobliskiego bazarku chyba są bardzo odporni na wysokie temperatury, bo nie pomyśleli, żeby otwierać swoje stragany wcześniej niż to zostało ustalone przez nadzorcę. W sumie to nie chcę narzekać, bo wczoraj popołudniu było tak ładnie po deszczu: i słońce i ciepło. Czy tak nie może być do końca lata?

Tymczasem na druty wreszcie wrzuciłam bawełnę Madame Tricote i ćwiczę robienie raglanu od góry bez zszywania. Ma z tego powstać bluzka. W tej chwili mam jakieś 10 cm robótki. Korzystam ze wskazówek zamieszczonych u Truskaveczki i Dziuni. Na razie idzie mi dosyć opornie, bo to ścieg pończoszniczy, więc nudy na pudy, a poza tym dysponuję drutami o długości 80 cm i bardzo odczuwam potrzebę dokupienia żyłki 100 cm. 


W międzyczasie zrobiłam dla siebie zakładkę. Tu znalazłam przepiękny wzór blackwork.
Przód zakładki:


I tył:


EDIT: 
Elishafciarko, sam materiał usztywniam krochmalem w spray'u, a w środek wkładam pasek tekturki. Pozdrawiam
Adzia, odpisałam na Twoim blogu pod ostatnim postem. Pozdrawiam

czwartek, 29 lipca 2010

Lista stu...

Truskaveczka zamieściła na swoim blogu listę stu książek, które warto/powinno się przeczytać zanim się umrze. Oto mój rachunek sumienia.

1. Biblia - Pismo Święte (niestety niecałe i nie po kolei)
2. Lewis Carroll, Alicja w krainie czarów 
3. H.Ch.Andersen, Baśnie
4. Douglas Adams, Autostopem przez galaktykę
5. Fiodor Dostojewski, Biesy
6. Guenter Grass, Blaszany bębenek  
7. J.D. Salinger, Buszujący w zbożu (obejrzenie filmu się liczy?)
8. Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
9. W.S.Reymont, Chłopi (na pewno kiedyś powrócę do tej książki)
10. Neal Stephenson, Cykl barokowy
11. M.Houellebecq, Cząstki elementarne
12. Frank Herbert, Diuna
13. Stendhal, Czerwone i czarne
14. Borys Pasternak, Doktor Żywego (obejrzenie filmu się liczy? Tego z Omarem Sharifem)
15. Cervantes, Don Kichot (widziałam film)
16. Astrid Lindgren, Dzieci z Bullerbyn (niedawno skończyłam czytać po raz e-nty)
17. Mikołaj Gogol, Martwe dusze
18. Albert Camus, Dżuma (nie dałam rady skończyć)
19. Ernest Hemingway, Komu bije dzwon (wystarczy mi „Stary człowiek i morze”)
20. Mika Waltari, Egipcjanin Sinhue (i „Mikael” też)
21. Ken Follett, Filary ziemi (czeka na półce na swoją kolej)
22. Francois Rabelais, Gargantua i Pantagruel
23. F.S.Fitzgerald, Wielki Gatsby
24. Witold Gombrowicz, Trans-Atlantyk (nie przebrnęłam przez „Ferdydurke”, może kiedyś dojrzeję do tej lektury)
25. Julio Cortazar, Gra w klasy (czeka na półce na swoją kolej)
26. Thomas Mann, Czarodziejska góra (czeka na półce na swoją kolej)
27. Nikos Kazantzakis, Grek Zorba
28. Jonathan Swift, Podróże Guliwera
29. Szekspir, Hamlet (jak większość jego sztuk)
30. J.M. Coetzee, Hańba
31. Fiodor Dostojewski, Idiota (czeka na półce na swoją kolej, podobnie jak „Zbrodnia i kara”)
32. Homer, Iliada (słowo „epopeja” mnie przeraża, lektura mnie niestety pokonała)
33. Mario Vargas Llosa, Rozmowa w katedrze
34. Josa Carlos Somoza, Klara i półmrok
35. Philip Roth, Kompleks Portnoya
36. Witold Gombrowicz, Kosmos (patrz punkt 24.)
37. Chuck Palahniuk, Podziemny krąg (obejrzenie filmu się liczy?)
38. L.F. Celine, Podróż do kresu nocy
39. A.de Saint-Exupery, Mały Książę
40. A.A.Milne, Kubuś Puchatek, Chatka Puchatka
41. Bolesław Prus, Lalka
(wymęczona raczej niż przeczytana)
42. G. Tomasi di Lampedusa, Lampart
43. James Jones, Cienka czerwona linia
44. Vladimir Nabokov, Lolita
45. Joseph Conrad, Lord Jim (nie dałam rady przebrnąć)
46. Ken Kesey, Lot nad kukułczym gniazdem
47. Jacek Dukaj, Lód
48. Stephen King, Lśnienie (nie miałam przyjemności; poza tym Koontz mnie bardziej przekonuje)
49. E.M.Remarque, Łuk triumfalny
50. Nicolo Machiavelli, Książę (tylko fragmenty potrzebne do studiów)
51. John Fowles, Mag
52. Anthony Burgess, Mechaniczna pomarańcza
53. Jose Saramago, Miasto ślepców
54. Sempe, Goscinny, Mikołajek (wszystko co do tej pory zostało wydane)
55. Stieg Larsson, Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (i dwie następne też)
56. Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
57. John Irving, Modlitwa za Owena
58. William Golding, Władca much
59. Haruki Murakami, Kronika ptaka nakręcacza
60. Dante, Boska komedia (niestety ledwo przebrnęłam przez „Piekło”)
61. Orhan Pamuk, Nazywam się czerwień
62. Victor Hugo, Nędznicy
63. William Gibson, Neuromancer
64. A.Huxley, Nowy wspaniały świat
65. Homer, Odyseja
66. Patrick Sueskind, Pachnidło (czeka na półce na swoją kolej; na razie tylko obejrzałam film)
67. Jan Potocki, Rękopis znaleziony a Saragossie
68. Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz (aż wstyd się przyznać, że nie dokończyłam lektury, trzynastozgłoskowiec to nie jest to co tygryski lubią najbardziej)
69. Joseph Heller, Paragraf 22
70. Marek Hłasko, Piękni dwudziestoletni
71. S.I.Witkiewicz, Pożegnanie jesieni
72. Franz Kafka, Proces (zostałam pokonana)

73. Stefan Żeromski, Przedwiośnie (dotarłam do fragmenty o szklanych domach i na tym poprzestałam; za to „Ludzie bezdomni” bardzo mi się podobała)
74. William Wharton, Ptasiek (próbowałam, próbowałam i odpuściłam; zraziłam się i tyle)
75. John Milton, Raj utracony
76. George Orwell, Rok 1984
77. Umberto Eco, Imię róży (robiłam wiele podejść i na pierwszym rozdziale się skończyło; na pewno powrócę do tej książki)
78. Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć
79. G.G.Marquez, Sto lat samotności
80. Jaroslav Hasek,Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej (czeka na półce na swoją kolej)
81. Stephen King, To (patrz punkt 48)
82. Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera
83. Henryk Sienkiewicz, Trylogia (choć przebrnięcie przez „Ogniem i mieczem” wiele nerwów mnie kosztowało, ale to wszystko przez film Hoffmana)
84. Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie (oglądałam każdą adaptację, nawet rysunkową, ale jeszcze nie przeczytałam)
85. James Joyce, Ulisses
86. Hermann Hasse, Wilk stepowy
87. J.R.R. Tolkien, Władca pierścieni (swoją przygodę z fantasy rozpoczęłam dopiero na studiach od „Drużyny pierścienia”, potem był „Hobbit”. „Władcy pierścieni” do tej pory nie skończyłam. Czeka na półce na swoją kolej)
88. Lew Tołstoj, Wojna i pokój
89. Sun Tzu, Sztuka wojny (mąż zachęca mnie do przeczytania; czeka na półce na swoją kolej)
90. Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara (patrz punkt 31)
91. Leopold Tyrmand, Zły (czeka na półce na swoją kolej)
92. Howard Phillips Lovecraft, Zew Cthulhu
93. Philip Kindred Dick, Ubik
94. Steven Erikson - Malazańska Księga Poległych
95. Lao Tsy, Droga
96. Karen Blixen, Pożegnanie z Afryką
97. Clive Staples Lewis - Opowieści z Narnii (dawno temu próbowałam przeczytać, ale że wtedy nie porywało mnie fantasy, więc zarzuciłam lekturę)
98. Arthur C. Clarke, 2001. Odyseja kosmiczna (ledwo zniosłam obejrzenie filmu)
99. Sándor Márai, Żar
100. Marcel Proust, W poszukiwaniu straconego czasu

Marnie to wygląda, nieprawdaż? 


EDIT:
Elishafciarko - ładny wynik. Ja też zaktualizowałabym tę listę. Pozdrawiam

piątek, 16 lipca 2010

Skończyłam...

Nareszcie swój komin. Spóźniona o kilka miesięcy, ale co tam. Zdjęć na ludziu na razie nie będzie. Poczekam z nimi do jesieni. Teraz sami rozumiecie...
Wędrując po swoich ulubionych blogach czytam, że z powodu upału wiele Pań zawiesza swoją działalność rękodzielniczą. Mnie pogoda skutecznie mobilizowała do dziania. Chcę zacząć nową robótkę, bawełnianą bluzeczkę z włóczki, którą pokazywałam parę wpisów wcześniej. Czas przejść w końcu do bardziej skomplikowanych form.



 I wzór z bliska, który nawet nie zblokowany ładnie się prezentuje.


Dane techniczne:
Włóczka - "Luna" Madame Tricote, kolor: jasna zieleń nr 436
Wymiary - długość: 60 cm, szerokość po zszyciu: 40 cm (jakoś nie miałam odwagi dziać na okrągło)
Wzór - Kapakiri 4 z książki "Haapsalu sall"
Czas wykonania - przemilczę...

niedziela, 11 lipca 2010

I po mistrzostwach...

Właśnie trwa pierwsza część dogrywki. Znowu akcja na bramkę. Refleks bramkarza i nadal zero-zero. Strasznie męczące jest oglądanie meczu takiego jak ten. Znowu mi wystarczy na kolejne dwa lata. Bo ja oglądam tylko mecze finałowe, czasem ćwierć- czy półfinałowe. Dziś kibicuję przede wszystkim Europie. Nie ważne kto wygra. Choć tak po cichu liczę na Holendrów. Z przekory. Jak zawsze. 

Ulu, dziękuję za odwiedziny. Miło mi będzie Cię gościć u mnie. Ja się tak ciepło o tej maszynie wypowiadam, bo to pierwsza maszyna, z którą mam do czynienia. Poza tym o maszynie, którą się dostało od teściowej nie sposób mówić inaczej :-) 

P.S.I Holendrzy grają w dziesięciu. Nie lubię takiej nieczystej gry.
P.S.II I jest 1-0 dla Hiszpanów. Ośmiornica się nie pomyliła:-)

wtorek, 6 lipca 2010

Zabawy w ogrodzie...

Naszą nową zabaweczką. Kupiliśmy wreszcie nowy obiektyw do aparatu, specjalnie do zdjęć makro. W niedzielę odwiedziliśmy ogród mojej mamy i tam powstały pierwsze fotografie. 


Do zdjęć pozowała nam także Ada. 


 Okazała się być wykwalifikowanym psem - ogrodnikiem (jest też psem ogrodnika, bo nigdy nie chce oddać swoich zabawek mimo, że się nimi nie bawi). Tu nastąpi reklama ekologicznej koparki:


Jak widzicie w swoją pracę wkłada całą siebie. Wykopie u Was każdy dołek, gdzie tylko chcecie lub nie...

Ada oprócz pasji ogrodniczych ma też inne zainteresowania. Nasz pies uwielbia serial "Doktor Who". Jej ulubionymi bohaterami są Dalekowie, którzy w ferworze walki wydają z siebie okrzyk "EXTERMINATE". Ada co prawda nie krzyczy, ale żadna doniczka i żaden patyk nie pozostaną "żywe", kiedy jest w pobliżu.


Yadis, dziękuję za odwiedziny.