środa, 30 grudnia 2009

Słodkości na Nowy Rok

U Ipsy, która z okazji swoich urodzin przygotowała candy - niespodziankę:

U Zielonookiej, która świętuje rocznicę blogowania i swoje urodziny:

U Grażyny z Pasjonerii:

(zdjęcia pożyczyłam od Autorek)

Słodkości na koniec roku

Takimi cudownymi przydasiami żegna 2009 rok Nutka (zdjęcia pożyczyłam od Autorki)



poniedziałek, 28 grudnia 2009

Święta, święta...

a po świętach powrócił do nas śnieg.


Dzieciaki mają frajdę i już zaczęły tworzyć swoje dzieła sztuki.

Szkoda tylko, że znów trzeba będzie odśnieżać samochód, a spacery z Adą będą przypominać wyprawy na Syberię. A propos, postanowiłam zadbać w końcu o swoje zatoki i zaczęłam dziergać dla siebie czapkę. Za wzór posłuży mi czapka, którą zrobiłam mojej siostrze.

czwartek, 24 grudnia 2009

Wesołych Świąt

Wszystkim zaglądającym do mnie życzę spokojnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia

Paulina

wtorek, 22 grudnia 2009

Ja tylko na chwilkę...

wpadłam poinformować, że w Zaciszu wyśnionym można wygrać jedną z 12 książek.


A tymczasem lecę pucować łazienkę...

P.S. Czy u Was też są takie kosmiczne ceny choinek? 50 zł za metrowe drzewko w doniczce bez gwarancji, że oprócz ziemi są tam też korzenie, to chyba lekka przesada.

niedziela, 20 grudnia 2009

Się dziergają...

szale na świąteczne prezenty. Jeden, beżowy dla mojej mamy już jest gotowy. Czeka na zapakowanie.


Wiem, że takie częste powtarzanie tego samego wzoru może stać się nudne, ale mi zależy na szybkim dzierganiu. Nie muszę już zaglądać do schematu, więc nie tracę czasu. Poza tym traktuję to jako trening. Na przykład już wiem, co zrobić, żeby naprawić ten wzór bez prucia - kto miał na warsztacie Lunę, ten wie, jak ciężko jest ją pruć.
Jednak drugi szal zakończy mój mały maraton z tym wzorem.

To tyle. Wracam do drutów. Czeka mnie bowiem jeszcze mega - szybkie przygotowanie prezentu dla mojej siostry. Mam w planach zrobienie dla niej popularnego ostatnimi czasy komina. Oby mi starczyło czasu...

sobota, 12 grudnia 2009

Świąteczne słodkości

Ustawiłam się w kolejce po takie cuda:
1. U Jolanny


2. U Elle

(jeden z trzech pięknych woreczków)

3. U Dag-eSz


4. U Penelopy

5. U Maknety - candy niespodzianka

(wszystkie zdjęcia pożyczyłam od autorek)

Może uśmiechnie się do mnie szczęście i któreś z tych cudowności będę mogła podziwiać na żywo u mnie w domu ;-)

wtorek, 8 grudnia 2009

Idą święta...

Pierwsza część pejzażu morskiego dla mojej mamy jest już skończona. Niestety przeliczyłam się i do świąt nie zdążę z całością. Tak więc odkładam obrazek na bok i dziergam szale. Na razie mam jakieś 30 cm robótki, więc pochwalę się "zdjęciowo" jak już będzie czym.

Mimo zbliżających się świąt jakoś nie czuję na razie towarzyszącej im tej szczególnej atmosfery. Chociaż zachwycam się wszelkimi wyrobami bożonarodzeniowymi, które mogę sobie oglądać na moich ulubionych blogach, to sama jakoś nie mam natchnienia na dekorowanie domu przed świętami. Na dzień dzisiejszy jest tak:

Minimalistycznie i chyba uniwersalnie. I pewnie tak zostanie, aż nie przyniesiemy do domu choinki. Wtedy lampki oświetlą drzewko a nie parapet ;-)

czwartek, 3 grudnia 2009

No to jedziemy dalej...

z moimi robótkami. Skończyłam kolejny szalik. Siostra się ucieszy.

Małe postępy są też w haftowaniu obrazka dla mamy. Widać już nieco więcej od czasu poprzedniej publikacji.


I z bliska.


Pomalutku dociera do mnie, że za trzy tygodnie święta. Pora więc pomyśleć o prezentach. Na pierwszy ogień pójdą moja mama i teściowa. Dla nich planuję wydziergać szale. Materiały już mam, więc do roboty...


Laptop mój, zwany Maćkiem, powrócił z zaświatów aż na jeden calutki dzień. Teraz znowu jest reanimowany... Ech, jak pech, to pech...

wtorek, 1 grudnia 2009

Osłodźmy sobie życie...

na przykład takimi smakowitymi cukierasami, którymi dzieli się Agata

(zdjęcie pożyczyłam od autorki)

piątek, 27 listopada 2009

Zaraza...

dopadła i mnie, a właściwie mojego laptopa. Coś się rypło... I nie działa... A taki fajny miałam dziś dzień.
K. już podjął próbę reanimacji. Na szczęście najważniejsze dane miałam zabezpieczone. Uff...

poniedziałek, 23 listopada 2009

Pogoda pod psem...

Tytuł mówi chyba sam za siebie. Co prawda nie pada od jakiś trzech dni, ale jest na co narzekać. Jak nie mgła, to nisko zawieszone chmury. Światło zapalam już około 14... Mam już dosyć tej jesieni. A jeszcze cała zima przed nami... Tęsknię za takimi widokami z okna.

Majowe niebo wieczorową porą.

Tymczasem Ada rośnie nam jak na drożdżach. Je za trzech i nie odstępuje nas ani na krok. Sami popatrzcie.

Ta kostka miała jakieś 35 długości i grubością odpowiadała mojemu przedramieniu. Obecnie jest już jej znacznie mniej...

czwartek, 12 listopada 2009

Jesiennie...

Dziś będzie krótko.
Szalik już skończyłam, wyprałam i podjęłam próbę zblokowania. Teraz czeka grzecznie na półce na zimniejsze dni.
Ponadto wydziergałam dla siostry szybko czapkę - worek z czerwonej Zorzy.


Muszę przyznać, że wciągnęły mnie te druty. Pomału dojrzewam do trudniejszych wzorów.
W świecie krzyżyków też coś się dzieje. Przygotowuję dla mojej mamy taki obrazek.

Myślę, że skończę do świąt. Na razie mam tyle.

Kolory wyszły mi troszkę żywsze niż na fotografii oryginalnego obrazka. Jeśli ktoś wyszywał ten obrazek, to bardzo proszę o radę. Nie wiem, z którego roku jest ten wzór i czy po drodze nie zmieniła się numeracja muliny Anchora? A może tak ma być? Zobaczymy...

czwartek, 22 października 2009

Znowu słodko...

Tym razem u Izabelki:

(zdjęcie pożyczyłam od autorki)

środa, 14 października 2009

Zima, zima, zima...

pada, pada śnieg... I tak przez cały dzień. Nawet teraz sypie i wygląda na to, że tak będzie przez całą noc. Ada po raz pierwszy widziała biały puch. Nie spodziewaliśmy się, że tak jej się spodoba hasanie po trawniku. Powinniście wiedzieć, iż podczas deszczu Panna Hrabianka ani myśli postawić swoje łapki na czymkolwiek mokrym i trzeba ją na siłę wyciągać na spacer. A dziś?! Pies miał radochę jak stąd do Krakowa. Nie przeszkadzał jej ani śnieg z deszczem ani silny wiatr.

Przynajmniej Ada się dobrze bawiła, czego o mnie i K. napisać nie mogę.
Wobec tych okoliczności przyrody zabrałam się za wspomniany już szalik dla siebie. Idzie mi całkiem sprawnie, chociaż oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pomyliła się i nie musiała pruć. A jakże...

Włóczka "Perełka" z Anilux'u, kolor ecru. Mam nadzieję, że teraz dwa motki mi spokojnie wystarczą na cały szalik.

poniedziałek, 12 października 2009

Dziś bez tytułu

Ostatnio aura nie rozpieszcza. Za oknami przewalają się niskie chmury, które nie przepuszczają słońca. Co chwila siąpi deszcz. Nic się mi się nie chce i najchętniej przespałabym dzisiejszy dzień.
Na polu robótkowym małe postępy. Szalik dla K. skończony.

Pozostaje mi go tylko wyprać.
Teraz zabieram się za szalik dla siebie. Wykorzystam chyba taki wzór, który podpatrzyłam na blogu Dagi. Notabene to mój pierwszy ażur, którego schemat sama rozgryzłam. Wiem, że jest prosty, ale i tak jestem z siebie dumna.

Popełniłam też małą poduszeczką na igły dla siebie.


A na koniec: tak wygląda Ada po prawie każdym spacerze.

niedziela, 27 września 2009

(Karny) Jeżyk

Od wczoraj się nie nudzę ani chwili. Ada zakończyła żmudny proces szczepień. W sobotę wreszcie mogła wyruszyć na swobodne eksplorowanie osiedlowych krzaków i trawników, co dla nas oznacza wyjścia z domu co jakieś dwie, trzy godziny na jakąś godzinę albo i dłużej. Sunia zaczyna nawet już kumać o co chodzi z tymi spacerami, ale jeszcze zdarzają się jej wpadki w domu. Cierpliwości, dojdziemy pomału do wprawy.
Podczas wczorajszego ostatniego wieczornego spaceru natrafiliśmy na tego Pana.

Jeż, jaki jest, każdy widzi. Tylko co on robi po środku trawnika na jednym z większych warszawskich osiedli? Nie potrafimy z K. sobie tego wytłumaczyć inaczej, jak tak, że ktoś mądry sobie tego jeża chciał zwierzątkiem domowym uczynić. A że jeżyk pewnie temu mądremu w nocy tupaniem swoim spać nie dawał, to się ów mądry zwierzątka pozbył.
Jeszcze wczoraj mieliśmy pewne wątpliwości co do kolczastego jegomościa (a może on tu sobie po prostu żyje?), więc jeża nie ruszaliśmy i poszliśmy w swoją stronę.
Ale jakież było nasze zdziwienie, kiedy dziś podczas analogicznego spaceru spotkaliśmy znowu jeża na swojej drodze w zupełnie innej części osiedla. Jak on sobie poradził? Przecież tu tyle psów się kręci. A samochody? Dookoła bloków są same bardzo ruchliwe ulice. Tak więc nie namyślając się długo około 21.30 akcję pod kryptonimem "Kupka" zamieniliśmy na akcję "Ratujmy tego jeża, ale najpierw znajdźmy jakiś karton". Ada się trochę wynudziła na dworze, bo ja zostałam pilnować z nią jeża, żeby ten nie wlazł na ulicę, a K. pobiegł po jakieś pudełko. Summa summarum jeż został odwieziony do lasu.


Mamy nadzieję, że będzie mu tam lepiej.
A swoją drogą to jak to jest, że przez całe moje dotychczasowe dwudziestokilkuletnie życie jakoś nigdy nie natrafiłam na żadne kotki, które trzeba uratować, czy pieski z chorymi łapkami, którymi trzeba się zaopiekować? Aż tu nagle i pies i jeż...

poniedziałek, 21 września 2009

Słodkie...

Oto czym się dzielą dziewczyny (zdjęcia pożyczyłam od autorek):
1. U Elżusi

2. U Che-lil

niedziela, 20 września 2009

No nie...

Byłam wczoraj z K. na weselu mojej koleżanki. Ponieważ miałam chwilkę wolnego czasu własnoręcznie zrobiłam dla Państwa Młodych kartkę z życzeniami. Wzór zgapiłam od aeljot, która także szykowała kartkę ślubną. Wykorzystałam mulinę Ariadny nr 685, kawałek brystolu w kolorze czerwonego wina oraz wstążkę ecru. Wyszła z tego bardzo zgrabna i wdzięczna kartka. Wyszła... Tak naprawdę to musicie mi uwierzyć na słowo, bo mimo, że kartka była gotowa już w piątek wieczorem, to nie zrobiłam jej ani jednego zdjęcia i nie mogę udokumentować swojego debiutu na tym polu...

Jeśli chodzi o postępy w dzierganiu szalika, to ten wreszcie doczekał się wizyty pana listonosza z brakującym motkiem. Teraz praca może znowu ruszyć do przodu.

poniedziałek, 7 września 2009

Jesień idzie...

Czuję to w kościach. Nastrój też mam czasami już jesienny. Wystarczy, że niebo zasnują chmury, a już mam objawy jesiennej depresji. Żeby troszkę oswoić nadchodzącą porę roku postanowiłam wrócić po latach do dziergania. Na początek szalik dla K.

Jak widzicie wybrałam typowo jesienny kolor, czyli brązowy. Kolory są troszkę przekłamane, bo zdjęcie robiłam w blasku chylącego się ku zachodowi słońca. W rzeczywistości kolory są takie:

Włóczka z Aniluxu, Eliza, akryl + pes, brąz z beżem i bielą. Z jednego motka wyszło mi około 50 cm robótki. Coś mało wydajna ta włóczka, ale za to bardzo miła w dotyku i "przyjazna" dziergającej.

sobota, 5 września 2009

Pamiątka z wakacji...

Powiększyła nam się rodzina... Krótko pisząc mamy psa. A dokładniej, to suczkę Adę. Zwykłego wiejskiego kundelka. Trzymiesięcznego. Pełnego energii. Nieokiełznanego i niesfornego. Zajmującego cały nasz wolny czas. Wymagającego przeogromnej cierpliwości z naszej strony.
Adę znaleźliśmy na stacji benzynowej w Brańsku. Ktoś podrzucił ją pracownikom. Kiedy zobaczyliśmy tę małą kruszynkę, błąkającą się między dystrybutorami, łaszącą się do wszystkich, skomlącą głośno i płaczliwie, bez wahania zabraliśmy ze sobą do domu. Psinka szybko się zaaklimatyzowała i przyzwyczaiła do nas. Podróż do Warszawy nam minęła bez problemów. Mamy pewne podejrzenia, że Ada urodziła się w samochodzie, bo jak tylko K. uruchomi silnik, to mała zasypia. Nie przeszkadza jej ani warkot silnika, ani trąbienie klaksonem czy wertepy.
Z początku postanowiliśmy zaopiekować się sunią, odpchlić, odrobaczyć, zaszczepić i odchować trochę i jednocześnie szukać dla niej domu najlepiej z ogródkiem (mieszkamy w bloku). Jednak teraz już wiemy, że pies zostanie z nami.
Oto ona. Kolejny sprawca zamieszania w naszym życiu.






P.S. Jako kociarze od wielu wielu lat nie mamy doświadczenia w postępowaniu z psami. Wierząc w siłę internetu i własny instynkt sami określiliśmy płeć szczeniaka. Posługując się obrazkami ponoć ułatwiającymi rozpoznanie płci, wydumaliśmy po długiej naradzie, że staliśmy się oto właścicielami pieska. Wybraliśmy mu piękne imię - Filip. A nawet nauczyliśmy psiaka reagować na nie. Dopiero nasz weterynarz powstrzymując się od śmiechu z poważną miną oznajmił nam, że to sunia. Ale nam było wstyd... :-))))